nails magengeschwür juicy

„Życie to podróż, to ocean” to zapis rozmowy jaką Artur Cieślar odbył z Julią Hartwig, poetką, tłumaczką, eseistką. To niezwykle miła pogawędka dwojga wyważonych, pogodzonych z losem ludzi, którzy ową harmonią, spokojem i ciepłą atmosferą czarują czytelnika od pierwszych słów. Julia Hartwig początkowo nie chciała się zgodzić na ten wywiad. Jest skromna, nie lubi zamieszania wokół siebie i nie przepada za opowiadaniem o swojej osobie. Na tę publikację namówił ją dopiero jej wieloletni przyjaciel, Jerzy Illg. Powstała w ten sposób niewielkich rozmiarów książeczka, w której pani Julia robi wszystko, byle pozostać w cieniu. Żałuję ogromnie, iż autoryzując tekst, usunęła najbardziej intymne zwierzenia i pozbawiła swoich czytelników możliwości głębszego poznania. “Najważniejsze jest to, czy mam coś do przekazania. Jeśli nie, to szkoda sobie i innym zabierać czas”, wyznaje autorka. Widocznie jej przekaz nie musi być pokaźnych rozmiarów, by robił wrażenie. Czy zatem mamy szansę natrafić w tym tekście na jakąś pikantną informację o Julii Hartwig? Raczej nie. Wiemy tyle, iż poetka uwielbia kruche ciastka i kolor niebieski (będący ucieleśnieniem nieba i przestrzeni), a jej ulubiony środek lokomocji to pociąg. Nie cierpi zajęć domowych, kuchennej krzątaniny i ścierania kurzu. Za to kocha ocean! Mam jeszcze kilka innych rzeczy w zanadrzu, jakie Arturowi Cieślarowi udało się wydusić z tej powściągliwej osoby i zaraz się nimi z Wami podzielę. Julia Hartwig dorastała w dużej rodzinie, miała liczne rodzeństwo, z którym się przyjaźniła. Najbliżej była ze starszym bratem Edwardem-fotografikiem. Obcowanie z nim dało jej możliwość bliskiego kontaktu ze sztuką już od najmłodszych lat. Wtedy właśnie zaczęła się kształtować w niej wrażliwość na obraz, który po latach zaczęła oddawać słowem. W szkole była uważana za osobę bardzo zdolną i od początku przepowiadano, że w przyszłości będzie pisała. Jej czasy studenckie przypadły na okres okupacji. Na tajnym uniwersytecie wybrała komplety z polonistyki, a później w Krakowie z romanistyki. Uczyła się również języka francuskiego. W 1947 roku otrzymała stypendium od rządu i wyjechała do Francji, gdzie mogła szlifować język i rozkoszować się Paryżem. “Żywiłam się kulturą jak nigdy przedtem. Byłam zachłanna, ciekawska – wszystkie wystawy i muzea były moje”, wspomina z uśmiechem na ustach. Kultura francuska pociągała i pociąga ją nadal, a Francję traktuje jak drugą ojczyznę. Poetka lubi też Holandię i Włochy. “Moim bodźcem do podróżowania była zawsze ciekawość, chęć sprawdzenia, co tam znajdę. Po latach wiedziałam już, że podróż jest dla mnie pomocna w sensie twórczym, że daje mi siłę do pisania (…) Kiedy podróżuję – odżywam, patrzę na świat w nowy sposób”, wyznaje Julia Hartwig. Właściwie stale jest w podróży – zaczęła od tej wymuszonej wojną, później pojechała z własnej woli do Francji i USA. Słowo podróż odmieniana jest w tej książce przez wszystkie przypadki. Okazuje się bowiem, że każda wyprawa zawsze przynosi powiew świeżego, jest zetknięciem się z innością świata i porzuceniem własnego, a przeżyta w pojedynkę jest okazją do relaksu i refleksji: “Oczywiście zachwycamy się miastem, architekturą, obyczajami, kuchnią. Jednak tym, co przynosi nam całkowite spełnienie i odprężenie, jest kontakt z przyrodą, z morzem, z oceanem. Mogłabym nawet śmiało powiedzieć, że synonimem słowa podróż jest ocean. A kontakt z oceanem był dla mnie jednym z największych przeżyć. Kiedy przebywam nad oceanem, czuję się jakby szersza, pojemniejsza”, wyznaje poetka. I tu dotykamy sedna sprawy, tematyki jej twórczości – Hartwig w odpowiednich proporcjach zestawia piękno przyrody z człowiekiem i światem jego emocji. To poezja subtelna, skromna, pełna prostoty. W niej każdy przedmiot urasta do rangi arcydzieła, bo autorka umie zachwycić się codziennością, docenić ją i okazać wdzięczność za każdą drobnostkę! Pisze o sprawach zwyczajnych, którym nadaje głęboki sens. Dużo dostrzega i wszystko widzi wyraźnie: “[N]ie szukam nadzwyczajności w życiu, a dostrzegam ją w rzeczach zwykłych, codziennych. One mnie frapują i wydają mi się poetycko ważne, bo mogą wystąpić w hierarchii istnienia. W materialnym istnieniu rzeczy występuje też aura niematerialna; zadaniem poety jest ją odnaleźć. I to się czasem udaje. Dlatego trzeba szanować rzeczy codzienne”, puentuje. Julia Hartwig ma w sobie ogromny spokój, a to dziś takie rzadkie u ludzi. W jej charakter wpisane jest samotne zmaganie się ze światem. Ze światem, który jest źle rządzony, w którym tak wiele jest do zrobienia, bo zło panoszy się po nim bezkarnie. Mimo to jest szczęśliwa i otwarta na ludzi. Obcowanie z przyrodą, dobrą literaturą i muzyką – z pięknem – uspokaja ją i koi ból. “Nosimy szczęście w sobie. Tylko z odpowiednim dystansem możemy to dostrzec, inaczej, gdy będziemy zgnębieni, niczego nie dostrzeżemy, będziemy jak ślepcy”, przekonuje poetka. Autorka w tej dość krótkiej rozmowie wspomina również swoje największe miłości: Zygmunta Kałużyńskiego, Ksawerego Pruszyńskiego i ukochanego męża, Artura Międzyrzeckiego. “Doskonałym warunkiem tego, by miłość przetrwała, jest wspólne pole życia, zainteresowań, pracy”, twierdzi. Udało jej się odnaleźć owo pole jedynie z Międzyrzeckim. Ich związek naznaczony wspólną pasją, ‘pisaniem’, podróżami, choć i notorycznym brakiem pieniędzy. Mimo to był bardzo szczęśliwy: “Byliśmy z Arturem naprawdę bardzo zajętymi ludźmi. Chwile, które spędzaliśmy razem, były miłe i pełne porozumienia. To było nasze bogactwo”. Para doczekała się jednej córki, Danieli, która zaznaczyła się w twórczości obojga. Nie da się jednak ukryć, iż Hartwig zamiast o rodzinie, woli rozprawiać z Cieślarem o malarstwie. W jej wierszach można dopatrzeć się zamiłowania do sztuki i iście malarskiej wrażliwości. Podobnie jak malarz poetka wybiera z przestrzeni fragmenty, które niosą z sobą emocje. Według Artura Cieślara poeci są na świecie po to, by budzić ludzi słowem. Oni bowiem również malują obrazy, a tomy ich wierszy to galeria. W twórczości tej obdarzonej mądrością życiową, wyobraźnią i dużą wrażliwością poetki niczym w zwierciadle mogą przejrzeć się nasze własne myśli. „Życie to podróż…” to niespieszny i niebanalny dialog dwojga interesujących ludzi. Artur Cieślar stroniąc od przewidywalnych pytań, jakie najczęściej pojawiają się takich publikacjach, przybliża Julię Hartwig od innej strony. Wyróżniając w tekście fragmenty jej wypowiedzi przypominające aforyzmy, posiłkując się tekstami jej wierszy, dyskutując o tematach humanistycznych, obojgu udało się stworzyć liryczną atmosferę, upragniony azyl dla współczesnego czytelnika oszołomionego głośną i natrętną kulturą masową. I aż szkoda, że ta rozmowa nie mogła trwać dłużej, że nie pozwolono jej snuć się dalej… Cytaty za: Życie to podróż, to ocean, Julia Hartwig, Artur Cieślar, Zysk i S-ka, Poznań 2014. The report says much more knowledge is needed about the ocean. The authors say the world needs a Mission to “Planet Ocean” to mirror the excitement of voyaging to the moon and Mars. “It’s estimated that 95 per cent of the liveable space on our planet is in the ocean,” said Dr Carole Baldwin, curator of fishes at the Smithsonian’s National Museum of Natural History and lead author of the study. W skład oceanów (układów oceanicznych) wchodzą także mniejsze obszary wodne, jak: morza, zatoki, kanały, zalewy i cieśniny, które od pełnych wód oceanicznych mogą być oddzielone półwyspami, wyspami bądź archipelagami. Wszystkie te zasoby wodne Ziemi określa się łącznie mianem wszechoceanu. Our oceans have absorbed most of the planet’s warming—over 90%—and a significant amount of our carbon pollution. Warmer oceans are driving stronger storms and bleaching coral reefs. As oceans absorb carbon dioxide, they become more acidic, threatening most shelled organisms, including small crustaceans fundamental to the marine food chain. The fish themselves may be different species each year, brought from a different part of the ocean. There, we might find something to eat; of which there was little hope, out on the ocean. Reef ecosystems just below the mesophotic zone – the maximum depth at which tropical reef-building corals can survive – have been largely ignored by ocean explorers. In an air-conditioned cabin in a teeming port in Papua New Guinea, Leslie Kewa reaches for a joystick that will control a machine the size of a house. Nearly half a century after the CIA men pretended to mine the ocean floor, he’s about to do it for real. Deep-sea mining plans need a better grasp of ocean floor ecosystems The Nintendo controller speaks to the fish by sending vibrations through the ocean at frequencies higher than humans can hear. These pulses are essentially commands translated into binary code (or perhaps Morse code), which the robo-fish can read despite the background vibrations of the ocean. The researchers tested their creation out in the Pacific Ocean, at depths from zero to 18 meters (59 feet), according to the study published today in Science Robotics. asteroidi immagini no erezione como aumentar mis labios de forma natural quidlibet impotens sperare fortunaque dulci ebria sunbeam perfect rice cooker instructions produit pour se muscler tres rapidement agrandadytos con rodrigo noya misure di un pene normale alimenti per aumentare massa muscolare fitness supplementen online agrandarse la frente impotencia por winstrol esercizi allungamento del pene hur får man större pung como aumentar piernas y gluteos rapidamente hombres como estirar los zapatos de gamuza brinco falso alargador 8mm massa muscolare palestra como agrandar pene en casa eiaculazioni precoce cause psicologiche voedingsschema droogtrainen infezioni del pene k-20 creatine forum esercizi per aumentare interno coscia esercizi manuali allungamento reducir tamaño disco virtualbox como agrandar rimedi erezione hacer crecer pene como aumentar de tamaño mi miembro

kalwi

Helooo